Przejęcie władzy przez maszyny już blisko!

0

Każdy z nas kojarzy te katastroficzne filmy o przyszłości. Ten klimat nieba zasnutego gęstymi chmurami niedopuszczającego słońca, wiecznej nocy lub półmroku, dominujących szarości i brązów jak w Polsce pod koniec listopada wieczorem. Zmordowanych, brudnych i wycieńczonych ludzi, wpół niewolników pokornie znoszonych swój los i wszechobecnego uczucia TEGO. ZŁA.

ONO, to ZŁO ma różne wcielenia, od człowieka z pomieszanymi zmysłami, przez półczłowieka maszynę, któremu akurat wycięto empatię, do autonomicznych maszyn mszczących się za bliżej nieokreślone krzywdy. Był też jeden film gdzie były to małpy, ale mam wrażanie, że była to zwykła alegoria do klasy politycznej ery demokratycznej.

Otóż przyszłość nie będzie taka. To znaczy nie będzie taka jak zwykło się ją malować, bo wszystko na niebie i ziemi wskazuje, że słońce, o ile nie eksplodują wulkany nie zajdzie i nie zgaśnie, ludzie dalej będą się myć, a niektórzy nawet nieźle zarabiać i jeździć na wakacje do rajów z błękitnymi morzami. Biedniejsi będą dostawać 500+ w bitcoinach i tak dalej. Będzie to wizja radosnego społeczeństwa, pogrążonego w rozrywce, miłym spędzaniu czasu na konsumpcji treści pogrobowców Spanpchata, Instagrama i Prisma. Już dziś to się ziszcza, bo i moim marzeniem jest Tesla czy też dokładniej rzecz ujmując samochód autonomiczny, aby pozbyć się tej nudnej czynności prowadzenia auta. Samoloty lądują precyzyjniej niż człowiek w dowolnych warunkach atmosferycznych, a wielki brat wie wszystko bo sami włączyliśmy w naszych telefonach odpowiednie opcje śledzenia zarówno lokalizacji jak i meta danych od tego co jemy, jaki mamy humor do tego nawet jamą mamy wagę, kiedy i gdzie ćwiczyliśmy.

Orwell’owska przyszłość jest w zasadzie tuż za rogiem, bo z wypiekami przeczytałem wpis Artura:

Bum! Właśnie jesteśmy świadkami przejmowania władzy nad umysłami przez maszyny. O ile to tej pory mówiliśmy o rządzie mas sprawowanym przez przekaźniki mediów ery elektrycznej takich jak prasa, radio i telewizja, o post goebelsowskiej sztuce budowania klimatu-podkładu, przekazu i zakorzeniania idei (insightów), to teraz mamy wizję automatów budujących atrakcyjny i angażujący przekaz, którego zadaniem jest oczarowanie oglądających. W 100% wierzę w realizację tego pomysłu. Technologicznie jest to już możliwe. Idea jest fascynująca pod względem technologii która musi za tym stać, wiedzy i interdyscyplinarności zespołu i wielkiej głowy programistów. Z drugiej jednak strony patrzę na skutki jakie to wywoła i przykro mi w imieniu przyszłych pokoleń. Kiedy dziś oglądamy Human Bings łapiące wirtualne pokemony i wydaje nam się to dziwne, to wyobraźmy sobie ludzi pochłoniętych konsumpcją automatycznie generowanej treści, która pewnie z czasem dostosowana indywidualnie do jednostki w 100% odbierze całkowicie uwagę Człowieka. Wszystkie marketingowe narzędzia to przy tym pikuś, niegroźna zabawa dzieci marketingu i PRu. I gdyby to narzędzie było tylko i wyłącznie domeną marketerów to pół biedy, bo trafiłoby do dokładnie tych samych Ludzi do których dziś trafiają reklamy powodujące, że z szafki wypadają wszelkie możliwe suplementy diety. Ale co będzie jeśli ZŁO zapewni sobie w tym backdoory? Co będzie jeśli ONO powoli sączyć będzie swoją lewą, czy prawą, brunatną czy czerwoną propagandę? Zaplanowaną, systematyczną, trafiającą dosłownie do każdego w sposób zindywidualizowany i w 100% skuteczną? Czym to różnić będzie się od wizji post-świata z Hollywood prócz tego, że ludzie nie będą smutni, ale uśmiechnięci, a niebo będzie błękitne jak dziś?

Leave A Reply