Sami sobie wdrożymy oprogramowanie, co? My nie damy rady?

0

– Nie będziemy płacić za wdrożenie jakiejś firmie zewnętrznej. Oddelegowaliśmy pracownika razem z odpowiednią ilością czasu. On ma wdrażać. Był na szkoleniu.
– OK
– Nie, to oprogramowanie w ogóle się nie sprawdza w naszej organizacji, zrezygnujemy z niego
– OK

To typowy schemat dla niektórych firm. Schemat ponieważ słyszałem to już tak wiele razy, że można uznać to za schemat. Nie umiem i nie chcę dociekać jaki jest z kolei schemat myślowy managerów podejmujących takie decyzje, ale wiem jedno. Żaden z nich, nie wrzuca na ciężarówkę lub wózek widłowy pracownika, który ma prawo jazdy kat. B. Czy tylko dlatego, że na wózek i ciężarówkę jest wymagane państwowe uprawnienie? Może. Nikt z nich nie wrzuca nawet najbardziej rozgarniętego pracownia do spraw księgowych oddelegowanego od innych zadań (uf na to nie trzeba mieć już uprawnień). Dlaczego zatem część managerów uważa, że dokonać transformacji cyfrowej może ktoś, kto robi to po raz pierwszy, ktoś kto nie zna oprogramowania które ma wdrażać? Czy wsiadając po raz pierwszy do kabany ciężarówki będziemy w stanie pojechać w trasę, zgodnie z planem i przepisami, my ludzie z kat. B?

Wdrażanie oprogramowania i transformacja cyfrowa, między innymi dostosowanie tego oprogramowania do potrzeb organizacji to nie jest tylko włączenie programu. To nie telewizor. Do powodzenia takiego wdrożenia potrzeba kilku dodatkowych czynników:

  • ekspercka znajomość oprogramowania które wdrażamy (tę ma dostawca)
  • nabyta z doświadczeniem umiejętność ustalenia priorytetów – moduły, funkcje (tę ma dostawca)
  • wyczucie miękkich aspektów zmiany organizacyjnej, które powodować będą opór (tę ma często dostawca)
  • wiedza o firmie i sposobie jej funkcjonowania (tę ma przedstawiciel firmy)
  • wiedza o rzeczywistych celach firmy (tę ma przedstawiciel firmy)

Ta niezbędna układanka jak widać jest dwustronna. Ani dostawca sam nie wdroży skutecznie oprogramowania, ani sama organizacja nie dokona tego dzieła. O prawdziwej cyfrowej transformacji nie wspominając.

Można żyć w poczuciu, że to dane „oprogramowanie jest NIE DLA NAS”. Znam jednak przypadki seryjnych nieudanych wdrożeń. Firmy te do dziś czekają na oprogramowanie, które wreszcie będzie do nich DOPASOWANE. Po trzecim, czy czwartym razie pojawia się refleksja, że jednak tych pieniędzy wydanych bez sensu nigdy się już nie odzyska. Może warto jednak usiąść przy kawce i na serwetne porównać np. kosztorys od dostawcy z kosztem oddelegowanego pracownika co wyjdzie oczywiście na niekorzyść dostawcy, ale w następnej kolejności, dopijając kawę wypisać sobie cele i potencjalne korzyści te uzyskane i te utracone dla takiego projektu wdrażania? Można też zadzwonić do mnie:)

*Spostrzeżenia dotyczą głównie MSP ale zdziwilibyście się czasem jak dużych i nawet dojrzałych organizacji.

Leave A Reply