Upside down management

0

Czyli o tym, że czasem twoi pracownicy wiedzą od ciebie więcej.

Manager, zwłaszcza ten wyższy rangą to czyste doświadczenie, wiedza, autorytet i całe lata zbierania splendoru. Oczywiście również wiele ukrytych wpadek ale i wszechobecna estyma, promieniująca na 15 metrów. Jakież fajne sytuacje zdarzają się, gdy obrysy estymy zaczynają interferować podczas spotkań, na których obecnych jest co najmniej dwóch rywalizujących managerów ;-). A jeszcze fajniej kiedy estyma jest nieco dziurawa i podważana jest przez tych niższych rangą. Zdarza się to niezwykle rzadko, bo przecież niezbędna jest niezwykła odwaga, żeby wsadzić swój palec w ewidentną wyrwę w estymie wysoko postawionego. Nie zrozumcie mnie źle, rzadko spotykam managerów bardzo zadufanych w sobie, wszyscy też uczymy się na błędach, które potem stanowią fundament tej estymy o której tu wspominam . Ostatnio widziałem taki przypadek burzenia wielkiej wizji przez bieżącą praktykę. Przeczytajcie:
było trochę jak podczas zaćmienia słońca: niby dobrze znane i opisywane a nawet przewidywalne, ale jednak tak bardzo niezwykłe, a w tym przypadku niezwykle pozytywne dla projektu, który był przygotowywany. Omawialiśmy założenia, skalę i niezbędne funkcje oprogramowania, wspierającego pracę i rozliczenia w tej firmie. I jakkolwiek podziwiam wiedzę i kłaniam się przed doświadczaniem managerów tej firmy, to przysłuchiwanie się swoistemu gmeraniu w estymie przez panią asystentkę było niezwykle budujące -są jeszcze ludzie, ci pracujący operacyjnie, którzy na co dzień mają używać tego wyprodukowanego przez nas softu, którzy używają funkcji a nie raportów… są ludzie, którzy wiedzą czego chcą i czego potrzebują. Co więcej, wiedzą jakie funkcje tego oprogramowania to czysta projekcja chęci szanownej estymy i których to funkcji „za Chiny” oni nigdy nie użyją. To częsty przypadek, kiedy na spotkaniach czy to sprzedażowych, czy analitycznych management wymaga… płynie wręcz w wymaganiach, stawiając na szali cały kontrakt szeregiem języczków uwagi, drobnych poprawek lub małych zmian, ale takich które wywracają do góry nogami cały koncept lub po prostu niebotycznie podrażają koszty wdrożenia. Staram się w takich przypadkach zawsze odpowiadać analogią o salonie samochodowym i cenach samochodów, które prezentowane są w ujęciu „już od”. Klient zachęcony rozsądnym podejściem zaczyna rozmawiać z analitykiem, zwanym w tym wypadku sprzedawcą samochodów i wymienia konieczne ze względu na swoją estymę dodatkowe wyposażenie. W takiej sytuacji w salonie samochodowym z każdą dodatkową funkcją cena rośnie geometrycznie, mina szanownego managera szarzeje, jeśli jego estyma nie rozpycha wystarczająco portfela, i kiedy przychodzi decydować manager zaczyna racjonalizować, rezygnować z funkcji bez których da się żyć. W projektach IT takie podejście jest trudne, ponieważ często informacja o cenie, np. dodatkowego modułu przychodzi z opóźnieniem, po konsultacji z deweloperem i sprzedawca, czy newbiz nie może reagować równie szybko jak sprzedawca samochodów. Było nie było, tematyka jest o niebo trudniejsza. W tym opisywanym przypadku było inaczej. Nie musiałem mówić. Było za mnie mówione, ostro grzebane palcem w dziurach estymy na miarę międzynarodowej korporacji i wielkich budżetów. Było mówione ,trzeba przyznać z pełną kulturą, ale tak skutecznie, że aż zazdroszczę. Ów Pracownik doskonale wiedział, co jest w firmie potrzebne, a co będzie odłożoną w trakcie spożywania kandyzowaną wisienką na torcie. Wiedział, kiedy szefowie uprawiają marzenia, a kiedy przerysowują swoje wyobrażenia o sposobie działania swoim czy ludzi w swojej firmie. Wiedział, co jest konkretnie niezbędne do usprawnienia pracy i gdzie kończy się autorytet szefów w stosunku do pracowników. Artykułował to w sposób prosty, uczciwy i kulturalny. To spotkanie było mistyczne jak zaćmienie słońca.

Problemy przeszacowania potrzebnych funkcji i tzw. płynięcia w wymaganiach są w Polsce powszechne. Musimy mieć więcej i lepiej. Musimy mieć zaprogramowaną procedurę na każdą ewentualność, nawet tą, która wydarzy się raz na rok. Jest w nas taki imperatyw maksymalisty, jak już coś robię, jak w coś inwestuje, to niech to będzie doskonałe. Tylko okazuje się, że nie mamy na to budżetu, podobnie jak w tym salonie samochodowym. I o ile tam rezygnujemy ze zbyt wielu dodatkowych elementów wyposażenia, o tyle w IT jest nam już trudno. Bo to przecież tylko jedno dodatkowe pole, tylko jedna mała funkcja, tylko proste z naszego punktu widzenia przewrócenie do góry nogami interfejsu. Kontrola ciśnienia w oponach to też tylko mały czujniczek i nadajniczek wraz z odbiorniczkiem i wyświetlaczykiem, połączony komputerkiem w jedną całość składającą się być może z setek elementów i dodatkowych sterowników. Tyle, że produkowany seryjnie jest i tak stosunkowo tani w przeciwieństwie do kodu oprogramowania powstającego na indywidualne zamówienie.

Drodzy managerowie. Czasem proszę nie odzywajcie się przy rozmowach i analizach, pozwólcie mówić swoim pracownikom, słuchajcie. Oni pracują operacyjnie na co dzień, wiedzą czego potrzebują aby ułatwić pracę sobie składając ofiarę ze zwiększonej efektywności waszej EBIDTCIE. Nie wymyślajcie funkcji i potrzeb za nich, nie przekładajcie swoich wyobrażeń o ich pracy na wymagania w stosunku do wykonawcy. Z wami porozmawiam o potrzebach analitycznych i o raportach.

Leave A Reply