Written by Jacek Szafader

Pierdut! Problem solving i praca zespołowa na przykładzie lotnictwa.

Czy też tak macie? Jesteśmy profesjonalni, przygotowani, ustawieni strategicznie… zaplanowani. I coś pierdut! Są takie momenty w życiu każdego managera, prawda? Oczywiście wtedy gdy jesteście bardzo zajęci, kiedy dokonują się sprawy ważne, priorytetowe. Dokładnie w tym samym czasie ktoś z zespołu ma problem, ktoś sobie z czymś nie radzi, coś jeszcze tam innego odwraca uwagę. I nagle to niespodziewane dodatkowe pierdut! Coś się stało, coś co rozprasza totalnie i odciąga całą uwagę od tych wszystkich wyżej wymienionych spraw wagi najwyższej.

Trochę jak tu na obrazku. Gorąca sobota, 30 stopni, bardzo rzadkie powietrze które utrudnia wznoszenie po starcie. Samolot wydaje się za ciężki, nie chce przyspieszać. Kluczem jest utrzymanie odpowiedniej prędkości która zapewnia bezpieczeństwo (siłę nośną), potem są procedury, monitorowanie pracy silnika, obserwowania kursu i manewrowanie. Tuż po starcie pyk! Otwierają się drzwi. Nie pierwszy to raz, można zignorować przez moment koncentrując się na prędkości. To jest ten moment kiedy hoho! Nie zaskakuje was to, bo wieloletnie doświadczenie managera już to przechodziło i co was nie zabiło to was wzmocniło – czy jak to tam kołcze mówią. Lecicie dalej z biznesem, prowadzicie biznes ku celom koncentrując się na najważniejszym, choć siła nośna koniunktury może w tym okresie jest słaba. Walczycie z prędkością cash flow i wysokością dochodów. Na tym trzeba się skoncentrować. Wyznaczacie kierunek, komunikujecie się z ziemią, gdzie wasi ludzie informują o zamiarach. Sytuacja wydaje się stabilna, nawet zdążyliście zatrzasnąć już te drzwi jakiś procesem podświadomości zupełnie się na tym nie koncentrując. I nagle pierdut! Rozwala się blokada i wylatuje okno odwracając całą uwagę od tego co najważniejsze, bo jest to nowe zdarzenie, jeszcze dotąd nie spotkane i tym bardziej nie przećwiczone. A wiatr wieje i nie daje go zamknąć. A wy nie możecie puścić swoich manetek i sterów biznesu. Nie teraz, nie w tym momencie kluczowej operacji. Problem może nie jest kluczowy, ale nie pozwala kontynuować polityki wzrostu i trzeba coś przedsięwziąć. Szczęśliwie jest zespół, można wykombinować coś razem nawet jeśli nikt z zespołu nie może przejąć sterowania kiedy ty musisz rozwiązać problem. „Przytrzymaj, ściągnij okno do siebie. Tu mam sznurek/drucik, wyplącz go, przygotuj pętelkę. Trzymaj zamek aż zawiążę.” I problem solved. Możemy kontynuować lot w zasadzie bez żadnych innych przeszkód a nasz drucik zdejmiemy naprawiając problem w spokojniejszym terminie, na ziemi. Great team work!

Lotnictwo jest podobne do biznesu i pokazuje w dużo ściślejszej czasowo skali takie problemy, które w biznesie czasami rozciągają się na miesiąc. Przy okazji są niebezpieczne bo samolot leci (zupełnie jak biznes, tyle że w razie problemów zmierza nie do bankructwa a do ziemi zwanej tu śmiercią) i problem solving musi odbywać się z jednej strony błyskawicznie a z drugiej koncentracja musi być skupiona na rzeczach najbardziej fundamentalnych, tych które ratują sytuację. Wyłamany zamek do okna to nie była jeszcze tragedia, tak samo jak np. zwolnienie się kluczowej osoby z firmy. Tragedią byłoby zaprzestanie pracy silnika. Trochę jak wasze nagłe zniknięcie ze firmy. Niemniej tak w lotnictwie jak i w lataniu najważniejsza jest koncentracja na sprawach najistotniejszych, otwarta głowa i przygotowanie na sytuacje awaryjne, problem solving i team working, pardon my french.

A wy jak sobie radzicie z problemami w biznesie? Jak uruchamiacie podzielność uwagi i pracę zespołową? Też drutujecie biznes?:)

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *