Kategorie
Technorozważania

Jest pan aresztowany za liczbę fanów

Felieton ukazał się w Polska The Times 18 września 2020 r.

„To w związku z twoim postem na Facebooku dotyczącym protestu przeciwko lockdown” mówiła policja aresztując Australijkę Zoe-Lee Buhler w jej domu w stanie Victoria, który od kilku już tygodni jest ponownie zamknięty decyzją tamtejszego premiera Daniela Andrewsa. Białoruskie KGB raczej było mniej rozmowne, ale wedle doniesień moim białoruskich znajomych, wyłapywała ludzi aktywnych, liderów opinii już za są liczbę obserwujących ich i na Facebooku i na VKontakte w związku z trwającymi protestami.

Obie sytuacje, zupełnie różne, choć obie tak naprawdę dotyczą wolności i tych osobistych i tych związanych z wolnością wypowiedzi. Obie sytuacje pokazują też, że przestrzeń Internetu nie jest jakąś przestrzenią wyjątkową, a realnym teatrem działań, podlegającym tym samym prawom. Prawo, jakkolwiek niedorzeczne, co aż bije z tych dwóch wymienionych przypadków, nie omija czegoś tak dziś powszechnego jak cyfrowa rzeczywistość. Wszystkie też reżimy od czasów ostatnich kwietnych rewolucji i arabskich wiosen, bardzo mocno zaczęły zwracać uwagę na to, co w tych Internetach się dzieje. Od agentów, których pewnie jest mnóstwo, do blokowania dostępu do wybranych usług czy wyłączania sieci. To jedyna w zasadzie możliwa metoda dla wszelkich satrapów i tych nielubianych przez większość świata jak Łukaszenka, i tych wydawałoby się szanowanych i demokratycznych, jednak skrycie całkowicie autorytarnych jak premier stanu Victoria w Australii.

Internet z założenia miał być medium rozproszonym, niemożliwym do wyłączenia. Taka była idea amerykańskich wojskowych, kiedy go tworzyli. Kiedy przeszedł do cywila, idea jego rozproszoności była podwaliną jego wartości takich jak wolność, tak naturalnej dla cywilizacji zachodu jeszcze trzy dekady temu. Internet i wszelkie media, które w sobie zawierał i które były na jego bazie tworzone, z założenia były wolne, wielowymiarowe, wielokulturowe, pozwalały na nieskrępowaną wymienię myśli i idei. Hołdowały wolności słowa. Dziś Internet staje się coraz bardziej niewygodny. Dla wszelkich rządów autorytarnych, co wydaje się oczywistym, choć w ferworze walki niektórzy „ugładzeni” pokazują swoje prawdziwe, antywolnościowe oblicze jak premier stanu Victoria. Ale też dla właścicieli platform wymiany myśli, którzy okazuje się, że woleliby, aby wszelkie działania i wypowiedzi na stworzonej przez nich przestrzeni, które w założeniu miały być cyfrowym Hyde Parkiem, były zgodne mniej więcej z ich poglądami.

Być może już niedługo wrócimy do starej dobrej zasady, że lepiej jest nic nie mówić i siedzieć cicho. Bo nawet jeśli nasze posty niespecjalnie robią zasięgi, to znajdzie się życzliwy, który doniesie odpowiednim służbom o naszym wichrzycielstwie, zupełnie tak jak w Korei Północnej donoszą na siebie bliscy. Czy jest o to tak trudno w czasach, kiedy demokraci okazują się być zwykłymi autokratami jak przytaczany tu już trzykrotnie Pan Premier z Australii? Albo w bliżej nam znanej sytuacji nie do końca jasnych regulacji? Na przykład stanu wyjątkowego, który nim jest i jednocześnie nim nie jest?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *